Adam Drzewicki dla APYnews: Twórcy przechodzą szkołę przetrwania na YouTube

Adam Drzewicki dla APYnews: Twórcy przechodzą szkołę przetrwania na YouTube

Europa Da Się Lubić to jeden z tych programów telewizyjnych, o których można powiedzieć, że "gimbusy nie znają", chociaż nawet ten mem stracił już na aktualności. Z drugiej strony współprowadzącego programu, który po 15 latach wraca na antenę, wielu widzów także może nie znać i uważać po prostu za "tego z internetu". Wszystko zależy bowiem od perspektywy patrzenia, a o tym, że nie ma jednej słusznej, porozmawialiśmy właśnie z Adamem Drzewickim – twórcą kultowego formatu internetowego MaturaToBzdura oraz od niedawna współprowadzącym programu Europa Da Się Lubić – 15 lat później.


Grzegorz Majchrzak: Wystąpiłeś jako współprowadzący programu Europa Da Się Lubić – 15 lat później. Co Cię skusiło, żeby zdecydować się na udział w tym programie?

Adam Drzewicki: Europa Da Się Lubić kojarzę jako bardzo ciekawy program z moich lat nastoletnich. Były to ciekawe rozmowy osób, które mają inne perspektywy na życie niż my, bo pochodzą z innych krajów. Ja też jako dziecko mieszkałem w Norwegii , a później w wieku nastoletnim we Francji. To naprawdę zmieniło moją perspektywę i dlatego tym bardziej chciałem dowiedzieć się, jak mieszka się w innych krajach europejskich. Nie da się pomieszkać wszędzie, zobaczyć jak działa poczta, szkoła i wszystkie inne instytucje, czy jakie zwyczaje mają ludzie – co jest w sumie najważniejsze. To był ciekawy program, przekazujący ciekawą i wartościową wiedzę, którą trudno zdobyć z książek, bo często chodzi o kontekst kulturowy, który jest ulotny. Uznałem, że warto wystąpić w programie, który się ceni.

To brzmi bardzo ciekawie, masz doświadczenie w mieszkaniu za granicą, czy mógłbyś usiąść pomiędzy gośćmi z Europy?

Myślę, że mógłbym tam usiąść z gośćmi, ostatecznie jednak nie jestem rodowitą osobą z innego kraju, a zasady są inne, ale rzeczywiście pewne doświadczenia mam. Gdy raz mieliśmy Francuza w składzie gości, to dokładnie rozumiałem, o co dokładnie mu chodzi. Kiedy odwiedził nas znany kucharz, Pascal, jako gość specjalny, to mówił o alzackich winach. Ja mieszkałem właśnie w Alzacji i codziennie chodząc do sklepu, mijałem te wina na półce.



Zadając Ci pierwsze pytanie, byłem też ciekaw, czy nie obawiałeś się tego, że możesz być odrobinę dyskredytowany jako "ten z internetu". Trochę tak rzeczywiście to wygląda, z czego zresztą śmiejesz się na swoich social mediach.

Dobrze jest być z internetu, każdy ma swój dom. Często YouTuberzy boją się takiego określenia, ale sądzę, że tego nie trzeba się bać i trzeba temu po prostu sprostać i potraktować jako punkt wyjścia do szerszej rozmowy. Nie ma w tym nic dziwnego, że ludzie nie rozumieją tego, co robimy, bo jest to jeden z najnowszych zawodów, które są na świecie. Dlatego ja się temu nie dziwię i mi to nie przeszkadza – jestem z internetu i tam mnie mogą ludzie znaleźć. Wiesz, dziennikarze często zadają mi pierwsze pytanie "Ale czy matura to na pewno bzdura?" – najbardziej sztampowe pytanie, jakie może być, ale jest to jakiś punkt wyjścia do rozmowy, która potem idzie w różne fajne kierunki. Trzeba podejść do tego na zasadzie "Nie znają nas – ok, opowiedzmy o sobie sami, bo zrobimy to najlepiej".

To bardzo fajne i zdrowe podejście, ale wydaje mi się, że wielu młodszych twórców i tak może się jednak trochę tego bać, bo czasem media traktują ich bardziej jako towar, a nie osobowość, co może być niekomfortowe.

Ja rozumiem, że jestem w komfortowej sytuacji, bo jestem trochę starszy. Natomiast w mediach traktuje się pewne osobowości, celebrytów czy aktorów, jakby byli pewną marką, czymś czego nie traktujemy osobiście. Kojarzymy ich z pewnymi cechami, wydarzeniami i uczuciami – tak jak Leonardo Di Caprio kojarzy się milionom kobiet z bardzo romantyczną osobą, bo zagrał w Titanicu. Ale tak naprawdę to nie jest tak. Nie boję się, że oni mnie nie znają, nie muszą wiedzieć, jakie seriale oglądam na Netflixie, żeby zrozumieć, co ja robię, docenić czy zaśmiać się z odcinka MaturaToBzdura.

To że jesteś z internetu było widać w sytuacji, którą pochwaliłeś się pod jednym z naszych wpisów. YouTuber szukający znajomych z telewizją, żeby móc obejrzeć program, w którym jest współprowadzącym to w końcu mały absurd. A jednak ten absurd jest całkowicie zrozumiały i nikogo nie dziwi, że internauci rzadko lub w ogóle nie korzystają z telewizji, a czasem nawet uważają to za coś wstydliwego.

Dopowiem tylko do przytoczonej historii, że wtedy akurat byłem w Krakowie, a mieszkam w Warszawie i dlatego tak to wyglądało. Jednak w domu rzeczywiście mój telewizor służy do wyświetlania pulpitu z laptopa, Netflixa i YouTube'a. Mało oglądam polskiej telewizji, bardziej interesuje mnie świat podcastów, treści biznesowych czy YouTube i seriale anglojęzyczne. W efekcie oglądam to, co może się w Polsce wydarzyć za jakiś czas. Tyle mamy dzisiaj rozrywki i różnych kanałów, że trzeba wybrać te, które nam służą. A jeśli mamy internet i dobrze znamy angielski, co jest dzisiaj kluczowe, to możemy oglądać tylko to, co chcemy.

Rozumiem, chociaż mam wrażenie, że telewizja i tak mimo wszystko jest nobilitacją dla YouTubera, do której jednak często nikt za bardzo nie chce się przyznać. Próg wejścia do TV jest zdecydowanie większy, jest hermetyczny, przez co telewizja staje się ekskluzywna.

Zacznijmy od tego, że TV wciąż ogląda więcej ludzi, niż jest w internecie. Możemy długo się kłócić, jak to jest mierzone i co jest prawdziwe. Ale TV oglądają miliony osób w danym momencie, a takiej oglądalności żaden kanał na YouTube nie ma. To się powoli zmienia, a rynek się dywersyfikuje, bo jedni oglądają Netflixa, drudzy siedzą na YT, a trzeci na TikToku, ale wciąż to telewizja jest największa. Szczególnie jeśli mówimy o widowni programów, które wciągają i są ciekawe, np. Europa Da Się Lubić, Taniec z Gwiazdami czy Big Brother, bo to jednak przyciąga uwagę i jest to wydarzenie na całą Polskę.



Wracając do nobilitacji, jest to nobilitacja, gdyż duża stacja musi Cię zaakceptować, a telewizja jest najważniejszym medium starszej generacji, można powiedzieć, że jest to ich YouTube. W naszym świecie nobilitacją jest milion subskrypcji czy też milion obserwujących na Instagramie, ale teoretycznie każdy może to zrobić.

Trzeba przyznać natomiast, że te osobowości telewizyjne dużo zarabiają nie dlatego lub tylko dlatego, że mają duże zasięgi na swoich social mediach czy YouTube, ale ze względu na rozpoznawalność wśród widzów telewizyjnych. Jeśli Monika Zamachowska prowadzi program, to ludzie ją znają z telewizji, ma bardzo wysoką rozpoznawalność. W erze świetności "Europa Da się Lubić" miała 7 milionów wyświetleń w jednym momencie. Te liczby robią wrażenie i te miliony osób pamiętają Monikę, która cały czas występuje w telewizji. A skoro ją kojarzą, to chętniej obejrzą program z jej udziałem.

Wspomniałeś o przenikaniu się internetu i twórcach, którzy wędrują sobie między YouTubem i innymi mediami. Sam jesteś właśnie takim przykładem, więc chciałbym Cię zapytać o to, co Tobie udało się wynieść z realizacji programu telewizyjnego, bo zapewne patrzyłeś na wszystko swoim okiem YouTubera.

Bardzo zaimponowało mi to, że telewizja jest samowystarczalnym miasteczkiem. Wszystko jest na bieżąco naprawiane, poprawiane albo tworzone. Pod telefonem jest elektryk, mechanik i stylista. To jest rewelacyjne, gdy każdą rzecz można załatwić od ręki.

Druga obserwacja, dość zabawna, to taka, że na początku wydaje się, że bardzo dużo osób siedzi i nic nie robi. Prawda jednak jest taka, że część osób jest w gotowości do pracy, bo akurat nic się nie psuje albo przed chwilą była nawałnica pracy, a teraz jest chwila na odsapnięcie.

Jako YouTuber jesteś w jakimś stopniu indywidualistą, więc czy nie brakowało Ci w związku z tym większej swobody?

Jestem indywidualistą i szefem firmy jednocześnie. Lubię, jak coś się robi po mojemu i pierwszego dnia miałem pełno pomysłów, co można zmienić i ulepszyć, ale się nimi nie dzieliłem, bo podejrzewałem, że to nie są najlepsze pomysły. I trzeciego dnia zrozumiałem, że większość z nich nie miała racji bytu, dlatego cieszę się, że nikomu nie powiedziałem i się nie ośmieszyłem. Wiedziałem, jaka jest moja rola, byłem małą częścią całości i wiedziałem, że muszę ją wykonać.

Osobiście może bym coś zmieniał, jeśli ja bym był reżyserem, ale jak obejrzałem całość, to stwierdziłem, że to jest bardzo dobrze naoliwiona maszyna, która naprawdę sprawnie działa i jest to fajny format telewizyjny.

Wszystkie teksty, które mówiłem, to mówiłem je właśnie tak, jak chciałem. Wszystko, co powiedziałem, to były moje słowa. Mogłem mówić tak, jak chciałem i było to zawsze akceptowane, nigdy nie cofnęli tekstów, które powiedziałem, a mogli to zrobić, bo program nie był na żywo. Muszę oddać reżyserowi, Konradowi Smudze, że wiedział, jakie są mocne strony każdego z uczestników i dzięki temu on starał się je wykorzystać i nie chciał abym robił coś, z czym czuję się niekomfortowo.

Można powiedzieć, że wykazałeś się pokorą w prowadzeniu tego programu.

Tak, wykazałem się pokorą i nie ma co się oszukiwać, że byłem zestresowany pierwszego dnia, bo pierwszy raz brałem udział jako współprowadzący w tak dużym programie telewizyjnym.

Po tym co mówisz, to czasami człowiek uświadamia sobie, jak bardzo nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wiele z telewizji można przenieść na YouTube. Jest bardzo dużo rzeczy, o których mówisz, a ich nie widać oglądając gotowy program.

Można pewne rzeczy implementować, gdy mamy większy budżet. Mam wrażenie, że YouTuberzy poszli po najprostszej i najsprytniejszej linii – mówiąc to w pozytywnym sensie, bo po prostu dostosowali się do środowiska. Jeśli mamy 15 lat i zero budżetu to warto nagrywać vlogi, gaming albo tutoriale. Trzeba być człowiekiem orkiestrą i robić to wszystko.



Gdy widzimy produkcje bardziej profesjonalne od Grupy Abstra, Mniej Więcej czy Lekko Nie Będzie, to tam już się pojawiają te wszystkie rzeczy. Jest osoba od makijażu i przygotowany scenariusz. To się pojawia dlatego, że jest większy budżet. Im bardziej te budżety będą rosły, tym bardziej produkcje YouTube'owe będą mogły rywalizować z telewizją. Trzeba pamiętać, że ta różnica w zarobkach jest ogromna. YouTuberzy przechodzą szkołę przetrwania na YouTube, dlatego wiem, że są w stanie z niskiego budżetu zrobić dużo więcej.

Miejmy więc nadzieję, że będzie lepiej i te budżety będą jeszcze większe.

Cały czas rynek influencerski rośnie. Podobno w 2018 roku osiągnął ponad 150 mln złotych. Pamiętaj, że zaczynaliśmy 9 lat temu w 2010 roku, więc ta różnica jest diametralna. Warto być optymistą, bo cała nasza branża idzie w dobrą stronę.

Na koniec trochę bardziej abstrakcyjne pytanie: powstaje format "YouTube da się lubić po 15 latach". Kogo byś widział za 15 lat w takim formacie?

Na pewno chciałbym zobaczyć tych YouTuberów, którzy zaczęli nagrywać bardzo wcześnie: Niekryty Krytyk, Rock, Rojo, Gimper, Grupa Abstra, AdBuster, SciFun. To byłby taki fajny skład, natomiast warto byłoby pokazać wiele osób, więc skład powinien się zmieniać.

Miejmy nadzieję, że kiedyś taka wizja się ziści – może siądziecie w telewizji w studio...

A może nie trzeba będzie i wystarczy zrobić live na jednym z kanałów na YouTube albo na paru kanałach naraz!

Zobaczymy, na pewno będzie ciekawie. Dzięki za rozmowę i jeszcze raz gratuluję telewizyjnego debiutu.

Dzięki również!

avatar

Grzegorz Majchrzak

Moją pasją jest pisanie, dlatego studiuję filologię polską. Dzięki niej realizuję różne pasje: muzyczne, sportowe, książkowe oraz filmowe. Poprzez pisanie poznaję także świat w kulturalny sposób.