Robert Makłowicz dla APYnews: YouTube to absolutna wolność!

Robert Makłowicz dla APYnews: YouTube to absolutna wolność!

Robert Makłowicz zawsze był fenomenalny, ale dopiero ostatnio stał się prawdziwym fenomenem internetu. Wszystko to za sprawą działalności na YouTube, dzięki której rozkwitł jak oliwki na jego ziemi w Chorwacji, którą od teraz można podziwiać na jego kanale.


Grzegorz Majchrzak: Wie Pan co, nie spodziewałem się, że będę przeprowadzał wywiad z Robertem Makłowiczem dla APYnews – portalu o YouTube – z czego oczywiście bardzo się cieszę. Obecność na tej platformie jest dla Pana tak samo zaskakująca?

Zaskakująca to raczej nie jest dobre słowo, bo sam to zaplanowałem. Oczywiście pewnym bodźcem, który przyspieszył moje pojawienie się na YouTube, był nieszczęsny koronawirus. Planowałem jednak już wcześniej przenieść swoją aktywność filmowo-podróżniczą na YouTube'a... No i jestem! Natomiast tym, co mnie zaskakuje, jest pozytywny odbiór, tego co proponuję – to jest rzeczywiście bardzo mile zaskakujące.

No właśnie nietypowo wszedł pan na YouTube'a, bo z czytaniem fragmentów książek. To jest coś, co potencjalnego użytkownika internetu raczej nie interesuje. Miał Pan po prostu wiarę w to, że jednak zainteresuje, czy czuł Pan, że cokolwiek Pańska postać nie zrobi, to przyciągnie widownię?

Nie no, aż tak dobrego zdania o sobie to nie mam! Natomiast trzeba było od czegoś zacząć i zacząłem od czytania i gotowania w domu. Wie Pan, lubię dzielić się z ludźmi tym, co mnie sprawia przyjemność, a czytałem akurat rzeczy pośrednio związane z wyjazdami, z Europą Środkową – czyli z tym, co lubię najbardziej. Oczywiście nie wiedziałem, z jakim to się spotka odbiorem. Ale na szczęście nie zostałem shejtowany ani zbanowany.

A jakie są Pana zdaniem najbardziej zauważalne różnice między nagrywaniem programu do telewizji, biorąc pod uwagę Pańskie wieloletnie doświadczenie, i na YouTube, gdzie to doświadczenie Pan dopiero zbiera?

Z technicznego punktu widzenia to u mnie się niewiele zmieniło. Nagrywamy te programy w jakości telewizyjnej albo i jeszcze lepszej. Nie jestem takim YouTube'owym obserwatorem świata, jak ci, co mają telefon na kijku i rejestrują wszystko, co popadnie.

Różnica jest jednak ogromna w innej dziedzinie – otóż YouTube pozwala od razu zmierzyć się z reakcją widzów. Od razu się wie, czy to się cieszy powodzeniem czy nie. Błyskawicznie można przeczytać, co ludzie o tym myślą, dowiedzieć się czego chcą i czego im brakuje, co by jeszcze chcieli zobaczyć. W wypadku programu telewizyjnego to odbywa się zupełnie inaczej. Program przemyka, jest powtarzany bądź nie, trzeba trafić na konkretną godzinę i co najwyżej ktoś może napisać list do redakcji. A na YouTube ja wszystko u siebie widzę, czytam komentarze i z niektórymi polemizuję. Oczywiście nie na wszystkie komentarze odpowiadam, bo musiałbym się tylko tym zajmować. Ale jest to akcja i reakcja – pod tym względem jest to zupełnie inne medium.

Miałem właśnie o to pytać, dlatego odwrócę odrobinę pytanie. Jak się ma do siebie satysfakcja, jeśli chodzi o publikowanie filmu na YouTube, gdzie może to zrobić każdy, a byciem emitowanym w telewizji, co jest przecież bardziej elitarne.

Wie Pan, to co jest w telewizji, niekoniecznie jest efektem własnych przemyśleń. Zawsze jest to pewnego rodzaju kompromis między tym, co chce się powiedzieć, a pomiędzy tym, czego oczekują redaktorzy i czego oczekuje stacja. Natomiast YouTube to absolutna wolność! Ja to mogę teraz robić dokładnie tak, jak chcę to robić. To nie znaczy, że wcześniej ktoś mnie do czegoś zmuszał, ale zawsze są jacyś redaktorzy czy redaktorki, którym się coś podoba albo nie podoba i oczekują różnych rzeczy. Teraz w tych filmach jest więcej oddechu. Nie ma znaczenia czy filmik trwa 22 minuty czy 31 minut. To jest wolność po prostu.

Mówi Pan słusznie, że na YouTube każdy może wrzucić filmik, w związku z czym jest tam mnóstwo złych rzeczy. Ale są też rzeczy bardzo wartościowe. To jest kwestia sita, przez które to należy przesiać. Ale ta wolność pokazuje, czy ktoś ma coś do powiedzenia czy nie ma, bo z drugiej strony nie można się tylko zasłaniać wolą telewizji czy redaktorów.

Z moich obserwacji Pańskiego kanału i wcześniejszych poczynań w telewizji wynika, że w internecie pokazuje Pan swoją bardziej prywatną, osobistą stronę. Te filmy wydają się dużo bardziej intymne, ale i przez to jeszcze lepsze w odbiorze. Internauci lubią taką bliskość.

To jest pewnego rodzaju cienka czerwona linia, bo to nie może być podglądactwo. Nie można przesadzić z ujawnianiem prywatności. Są tacy, którzy nic innego nie robią, tylko pokazują, jak się golą, czeszą czy wykonują inne czynności fizjologiczne i to jest ich jedyny przekaz. Coś takiego jest mi kompletnie obce. Ale rzeczywiście mogę więcej powiedzieć od siebie – co lubię, a czego nie. Nikt nie jest mi w stanie niczego zabronić, to jest wspaniałe uczucie.



 




Wyświetl ten post na Instagramie.




 

Zrównoważona dieta to podstawa dobrego samopoczucia. Ajde! #RobertMaklowicz #Chorwacja #Dalmacja


Post udostępniony przez Robert Makłowicz (@robertmaklowicz_official)






Służy to Panu. Myślę, że można powiedzieć, że stał się Pan ostatnio takim dobrym duszkiem internetu. Czuje Pan, że przeżywa drugą młodość swojej kariery?

Trudno mi to oceniać i byłoby to nieskromne, gdybym to zrobił...

Proszę przyjąć ten komplement ode mnie. Głównie zależy mi na tym, żeby odniósł się Pan do tej drugiej młodości i oddechu w karierze.

Wie Pan, na pewno nie muszę antyszambrować w pokojach redaktorów telewizyjnych, by ich namówić, żeby łaskawie pochylili się nad moim projektem. Wydaje mi się, że to, co zrobiłem dotychczas, czyli te prawie 20 lat produkowania programu, jednak świadczy o tym, że mam coś w tej sprawie do powiedzenia. To, że w tej chwili w telewizji na to nie ma miejsca, to jest dyskusja zupełnie inna – to jest dyskusja o współczesnym świecie, a nie chcemy chyba o tym rozmawiać i o tym, jak wygląda telewizja w Polsce.

Ale rzeczywiście mam poczucie, że to się wyjątkowo dobrze udało, na co złożyło się wiele powodów. Chyba byłem pierwszy, który zaczął w czasie pandemii wydawać jakieś podróżnicze programy. Ludzie są tego złaknieni.

Imponuje mi w tym wszystkim fakt, że oglądali Pana moi rodzice, a dzisiaj oglądają Pana internauci – czyli już zupełnie inna grupa odbiorców. I teraz nie wiadomo, czy to po prostu ludzie zawsze są głodni, czy odkrył Pan jakiś przepis na własną ponadczasowość.

Wydaje mi się, że młodzi ludzie bardzo łatwo wyłapują sztuczność i fałsz. A ja nikogo nie udaję. Po prostu pokazuję i mówię o tym, o czym lubię. Taki jestem – nie to, żebym się tym przesadnie chwalił, ale nie jest to poza, tylko moim zdaniem właśnie ten atut. Kocham świat, lubię różne kultury, lubię jedzenie i lubię ludzi. Więc chciałbym innym ten świat opisywać najlepiej, jak tylko potrafię. Główną farbą do tego malowania świata jest kuchnia z elementem kultury, więc mówiąc o kuchni, mówię też o kulturze.

Skoro tak dobrze Pan się czuje w internecie, to czy Makłowicz wróci do telewizji, czy internauci mogą cieszyć się Panem już na wyłączność?

Żadna telewizja oferty mi na razie nie złożyła, ale jak ktoś raz zasmakował tej YouTube'owej wolności, to trudno byłoby przenieść się na inny poziom. Owszem, nie wykluczam, że kiedyś będę coś robił dla telewizji, ale nie wyobrażam sobie, bym miał nie kontynuować aswojej YouTube'owej przygody.

Dziękuję bardzo za rozmowę!

Dziękuję również.

avatar

Grzegorz Majchrzak

Moją pasją jest pisanie, dlatego studiuję filologię polską. Dzięki niej realizuję różne pasje: muzyczne, sportowe, książkowe oraz filmowe. Poprzez pisanie poznaję także świat w kulturalny sposób.