Rafał Gębura dla APYnews: Wreszcie mogłem wyrzucić z siebie to, co leży mi na sercu

Rafał Gębura dla APYnews: Wreszcie mogłem wyrzucić z siebie to, co leży mi na sercu

Jeśli ten, kto czyta książki, przeżywa tysiąc żyć, to ten, kto ogląda Rafała Gęburę, rozmawiał z dziesiątkami wyjątkowych ludzi. Od teraz twórcę kanału 7 metrów pod ziemią można także czytać za sprawą książki "Otwórz oczy", więc prosta logika podpowiada, że kontakt z Rafałem może być bardzo pouczający. W swoich reportażach Rafał pokazuje świat z szerszej perspektywy, natomiast nam udało się poznać jego sposób patrzenia na rzeczywistość, która według niego nigdy nie jest czarno-biała.


Grzegorz Majchrzak: Może to pytanie zabrzmi trochę banalnie, ale czujesz się bardziej dziennikarzem czy YouTuberem?

Rafał Gębura: Wciąż dziennikarzem. YouTube to dla mnie platforma, dzięki której udaje mi się docierać do szerokiego grona odbiorców. Wspaniała platforma, której nie zamieniłbym na żadne inne miejsce.

Wiesz, pytam, bo uważam, że dziennikarz powinien zmieniać i kreować rzeczywistość, tymczasem YouTuber, jeśli jest dobry w tym, co robi, to bardziej tę rzeczywistość ukazuje. Jak Ty na to patrzysz? Bo z drugiej strony dziś tak naprawdę często YouTuberzy w jakimś stopniu wykonują dziennikarską robotę.

Miałem okazję pracować w radiu, telewizji, tygodniku, kilku internetowych portalach i prawdę mówiąc, nigdy nie miałem w rękach potężniejszego narzędzia do „kreowania rzeczywistości”. To wielki przywilej wielu youtuberów, ale też olbrzymia odpowiedzialność, o której żaden z nich nie powinien nawet na chwilę zapominać. Osobiście staram się wykorzystywać popularność kanału w dobrej sprawie. Uświadamiam, zachęcam do otwartości, szacunku do różnorodności i drugiego człowieka. Miałem to szczęście, że udało mi się zrealizować wiele wywiadów, które – wierzę w to z całego serca – dały niejednej osobie wiele do myślenia, zmieniły perspektywę, otworzyły oczy.

Od czasu do czasu, wraz z widzami kanału, udaje nam się zrobić coś znacznie bardziej wymiernego.

Kilka dni temu zwróciłem się do widzów z prośbą, aby pomogli mi zebrać pieniądze na operację oczu Piotra – strażaka OSP, który był gościem jednego z odcinków. Piotr powiedział mi podczas wywiadu, że marzy mu się, aby zostać zawodowym strażakiem, ale przeszkodą do realizacji tego marzenia jest niewielka wada wzroku. Aby ją skorygować, musiałby poddać się operacji, której koszt przekracza jego finansowe możliwości. Po kilku godzinach widzowie kanału zebrali całą potrzebną kwotę – ponad 9000 zł. Piotr będzie mógł spełnić swoje marzenie.




Czyli YouTube może być takim prawdziwym narzędziem dziennikarstwa. A co zatem mogłeś osiągnąć za pomocą książki?

Książka to dla mnie kolejna przestrzeń, dzięki której mogę realizować się jako dziennikarz. Dzięki książce mogłem pozwolić sobie na znacznie więcej. Na to, aby nad pewnymi tematami pochylić się znacznie głębiej, ale też na to, aby zająć się tematami, których do tej pory nie udało mi się poruszyć na kanale. Wielu bohaterów mojej książki to osoby, które nigdy nie zdecydowałyby się na rozmowę w podziemnym garażu – z obawy o swoje bezpieczeństwo albo ewentualne konsekwencje prawne. Książka zapewniła im całkowitą anonimowość, która pozwoliła im mówić o rzeczach, o których inni wolą milczeć. Książka dała mi również przestrzeń, aby zabrać głos w kilku ważnych dla mnie sprawach. Każdy z rozdziałów kończy notatka, w której wreszcie mogłem wyrzucić z siebie to, co leży mi na sercu.

Radek Kotarski napisał, że Twoja książka pozwala swobodniej wypowiadać się na tematy, które są aktualnie dyskutowane. Wydaje mi się, że ludzie, zwłaszcza młodsi, czegoś takiego potrzebują, bo często toną w szczątkowych, nagłówkowych informacjach na dany temat. Wiedzą o wielu sprawach, ale już nie wiedzą zbyt wiele o nich samych i trudno w ten sposób jest rozmawiać na poziomie. Zauważyłeś coś takiego?

Pełna zgoda. To był jeden z powodów, dla których w ogóle zdecydowałem się założyć kanał na YouTubie. Nie oszukujmy się, niewiele młodych osób czyta codzienną prasę, niewiele ogląda programy informacyjne czy publicystykę. Ale bynajmniej nie oznacza to, że młodzi nie są ciekawi świata. Oczywiście, że są! Dowodem na to jest chociażby sukces kanału „7 metrów pod ziemią”. Przez okrągłe dwa lata starałem się zapracować na zaufanie widzów. Dziś zachęcam ich, aby poszli o krok dalej i sięgnęli po książkę „Otwórz oczy”, zapewniając, że będzie równie ciekawie i – co istotniejsze – że będzie warto. „Otwórz oczy” to książka, która poszerza horyzonty, uczy wrażliwości, uzbraja w wiedzę i argumenty, które przydadzą się w niejednej dyskusji. Niezwykle cieszy mnie fakt, że tak wiele osób zdecydowało się mi zaufać. Książka „Otwórz Oczy” zdążyła osiągnąć status bestsellera jeszcze przed oficjalną premierą – w przedsprzedaży kupiono prawie 20 tys. egzemplarzy.



Świetny wynik, gratuluję sukcesu. Wspomniałem o młodszym pokoleniu, jednak z drugiej strony, mimo że nie chcę generalizować, to być może starsi mają z reguły większą wiedzę w różnych dziedzinach życia, ale za to ograniczoną do jednego punktu widzenia i brak chęci do zmiany poglądów? Uważasz to za istotny problem, czy tak to już tak po prostu dzieje się z wiekiem, że człowiek nabiera własnych przekonań?

Jest w tym sporo racji, że z wiekiem ludzie coraz bardziej grzęzną we własnych przekonaniach i poglądach. Jeśli ktoś przez kilkanaście czy kilkadziesiąt lat wygadywał, że homoseksualizm to zaraza, którą można w łatwy sposób wyleczyć, to jak po tylu latach przyznać się przed samym sobą, że wygadywało się głupstwa? Czasem łatwiej iść w zaparte.

Myślę jednak, że najwięcej zależy nie od wieku, ale od charakteru. Znam wiele dojrzałych osób, które potrafią zweryfikować swoje przekonania albo po prostu przyznać się do błędu. To trudne, wymaga autokrytycyzmu i pokory. Niewiele osób to ma, ale ja bardzo sobie takich ludzi cenię. Nie ma nic gorszego niż uparty głupiec.

Podsumowując, chcesz trafić ze swoją książką do wszystkich – starszych i młodszych, bez podziału na "nas" i "ich". A jednak może są jakieś ograniczenia? W końcu wspominałeś o drastycznych fragmentach, np. Tych z rzeźnikiem, które mogą i pewnie powinny mieć wpływ na postrzeganie mięsa na talerzu, ale czy nie są to rzeczy na tyle mocne, że nieodpowiednie dla każdego – np. młodszych czytelników?

„Otwórz oczy” to nie jest książka dla osób, które wiedzą już wszystko i nie mają ochoty wychodzić ze swojej światopoglądowej strefy komfortu. „Otwórz oczy” nie jest też książką dla najmłodszych i tych najbardziej wrażliwych czytelników. Tam nie ma owijania w bawełnę. Bywa gorzko, szorstko i nieprzyjemnie. Cała reszta czytelników z całą pewnością znajdzie w niej wiele cennych i wartościowych rzeczy.



Z drugiej strony poruszasz też zupełnie odmienne tematy jak rozpoznawanie kłamstwa czy życie ludzi z autyzmem. Nie boisz się, że książce zabraknie trochę spójności i wszystko się rozjedzie? A może klamrą spinającą to wszystko jest potężny, otrzeźwiający cios w łeb – sądząc po udostępnionym fragmencie reportażu o rzeźniku?

Mógłbyś zadbać mi to samo pytanie odnośnie do kanału „7 metrów pod ziemią”. „Czy nie boisz się, że zabraknie spójności i wszystko się rozjedzie?”. Nie, nie boję. Wierzę, że zarówno w przypadku kanału, jak i książki „Otwórz Oczy”, różnorodność jest ich siłą. Czytając tę książkę, człowiek faktycznie naraża się na kilka mocnych ciosów w głowę. Takie ciosy mogą oczywiście nabawić kontuzji, ale mogą też poprzestawiać nieco w głowie – w taki sposób, że człowiek w końcu otwiera oczy i na koniec dnia jest jeszcze za te ciosy wdzięczny.

Zakładam, że nie poruszyłeś wszystkich tematów, jakie chciałeś. Planujesz drugą część książki?

Pisanie sprawie mi dużo frajdy, więc oczywiście istnieje taka możliwość, ale jeszcze o tym nie myślę, cały czas żyję obecną książką.

Jasne, ciesz się chwilą! Jeszcze raz gratuluję sukcesu i dziękuję za rozmowę.


Również bardzo Ci dziękuję!

avatar

Grzegorz Majchrzak

Moją pasją jest pisanie, dlatego studiuję filologię polską. Dzięki niej realizuję różne pasje: muzyczne, sportowe, książkowe oraz filmowe. Poprzez pisanie poznaję także świat w kulturalny sposób.