Maciej Dąbrowski dla APYnews: YouTube zaczyna mieć w dupie twórców

Maciej Dąbrowski dla APYnews: YouTube zaczyna mieć w dupie twórców





Legendę o Maćku Dąbrowskim, który toczy walkę z wiatrakami w postaci algorytmów YouTube'a zna każdy. W rozmowie z nim okazało się, że jego kanał jest wiatrem, który te wiatraki napędza, bo algorytmy uczą się na jego przykładzie. W każdej legendzie jest ziarno prawdy – wszak cała twórczość autora programu Z Dupy to istne kuriozum czy też kuriozalna istota, która żyje swoim życiem i w czasie kwarantanny ma się całkiem dobrze.


Grzegorz Majchrzak: Ej, bo Ty to jesteś taki trochę Z Dupy, nie?

Maciej Dąbrowski: O jej, no...

A skąd taka ksywka w ogóle?


Bardzo dobre pytanie... (śmiech z zażenowania)

A kiedy, Wojtku, nowa płyta z zespołem Video?

Już niedługo.

(Maciek bardzo się wkurzył. Trzask rzuconej słuchawki przerwał rozmowę. Spróbowałem jednak zadzwonić jeszcze raz.)

Nie obrażaj się na mnie. Chciałem tylko, żebyś chociaż raz to Ty był gościem w wywiadzie Z Dupy. Poza tym uznałem, że to przewrotne wprowadzenie wywiadu pasuje do dzisiejszego świata, który jest wywrócony do góry nogami. Zauważyłem jednak, że jest na nim jedna stała rzecz. Wiesz, o co może mi chodzić?

Seks, pieniądze, religia, polityka...

Tak, a do tego wszystkiego jeszcze program Z Dupy. Nie chcę, żebyś mnie źle zrozumiał. Ja Cię zajebiście szanuję (i nie jestem teraz pijany) i mówię to raczej z sympatii do Ciebie i zaangażowania w Twoją twórczość, ale przygotowując się do wywiadu, z racji aktualnej sytuacji na świecie przypomniał mi się 49 odcinek Z Dupy z 2015 roku, którego tematem przewodnim był Fallout. Jak sobie go włączyłem, to uświadomiłem sobie, że przez 5 lat od tego odcinka Twój program za specjalnie się nie zmienił.

Mi się wydaje, że się zmienił.

Okej, to powiem Ci, jak ja to widzę. Dla jednego to będzie zaleta, dla mnie jest to akurat wada. Nie chodzi mi o całą twórczość, bo w niej pojawiło się wiele nowych rzeczy, ale konkretnie o format Z Dupy. Formuła i retoryka tego programu się nie zmieniła. Jest cały czas ten sam Twój typ humoru, ta sama groteskowość, pastiszowe gagi, które kiedyś uwielbiałem, ale widzisz, osobiście zaczęło to być dla mnie jak piosenka nagrywana na zajebistym bicie, w której zmieniają się tylko słowa. Tylko że przez tyle lat to i ten zajebisty bit może się osłuchać.

Uważam, że niezmienność nie jest absolutnie niczym złym – zawsze to powtarzam. Zawsze mówiłem o tym też w swoich odcinkach, że nigdy nie będę robił czegoś po to, żeby było w każdym odcinku więcej, mocniej i lepiej. Taka formuła w pewnym momencie absolutnie się wypala, nie ma prawa racji bytu. Bo wtedy trzeba jeszcze więcej i w pewnym momencie potykasz się o własne nogi i upadasz na swój głupi ryj, że tak powiem kolokwialnie. Ja wprowadzam bardzo dużo zmian w swoim życiu. Wiadomym jest, że najważniejszą stałą jest zmienna. Nie fokusuję się na to, że trzeba coś zmienić na siłę. Jeżeli coś mi odpowiada, lubię to robić i robię to dobrze, to to zostawiam.

To jest jak program 1 z 10, po którym ludzie oczekują, że on właśnie taki będzie. Nie oczekują, że będą tam rewolucje na patelni i że Tadeusz Sznuk wyjdzie przebrany za nosorożca – chociaż to pewnie by się sprawdziło, bo ludzie robiliby z tego memy i byłoby śmieszne raz. Ale potem trzeba by robić coraz więcej rzeczy, aż w końcu Tadeusz Sznuk zacząłby jeść gówno na wizji i mówiłby „nie wiem, ale się domyślam”. To jest na takiej zasadzie, dlatego ja robię swój program, z tymi samymi założeniami. Oczywiście zmieniają się inserty w środku, dostosowuję się do różnych rzeczy, wprowadzam drobne zmiany. Ale nie chcę żeby szkielet programu się zmienił. Gdybym chciał, to bym zrobił inny program, nazwałbym go inaczej. Możesz mieć rzeczywiście rację, że od 2015 roku niewiele się zmieniło, ale nie uważam, żeby to było złe.

Jasne, rozumiem. Nawiązując do Tadeusza Sznuka, jedzącego gówno na wizji, to w Twoim programie byłoby to całkiem możliwe, ba! takie rzeczy dzieją się cały czas. Myśląc introspektywnie, to mnie na początku ten program jarał przez przekraczanie granic, to było coś niesamowicie świeżego i nie było tego nigdzie wcześniej. Jednocześnie Ty te granice masz tak daleko posunięte, że w sumie nie masz już jakiej granicy przekroczyć w swoich filmach.

Nie no, ile tych granic można przekraczać. Skoro dla Ciebie przekraczałem granice jakiś czas temu, to w tej chwili ich nie przekraczam, bo bardziej nie mam zbytnio jak ich przekroczyć. Mój program zresztą nigdy nie był po to, żeby przekraczać granice. Kiedy Ty jako odbiorca odbierałeś ten program jako przekraczanie pewnych granic, to tylko wiązało się z tym, że nie miałeś z niczym podobnym do czynienia. Ja z takimi rzeczami miałem od cholery do czynienia i dlatego robiłem taki program, bo to był mój typ humoru. To nie był program, w którym stwierdzałem, że robię go po to, żeby przekroczyć jakąś granicę i po to, żeby ludzie mi przyklasnęli. Robiłem program, który ja chciałem oglądać i dalej robię to w ten sposób. Dla niektórych nowe rzeczy, które robię mogą być przekroczeniem granicy, bo są młodymi ludźmi, którzy nie mieli do czynienia z czymś takim i jest to dla nich świeże. Tobie być może się już wytarło to wszystko i potrzebujesz świeżości.

Chyba to jest na tej zasadzie, wielu moich znajomych ma tak samo. Zaznaczę tylko, że nie oglądałem Cię dla samego przekraczania granic, bo zawsze lubiłem Twoją retorykę i często zgadzam się z poglądami, ale teraz – tak jak mówisz, wytarł się dla mnie sposób, w jaki to przedstawiasz.

Bardzo dużo widzów mi pisze, że oglądali mnie na początku, potem przestali, bo poczuli się bardziej dorośli (śmiech) i to już do nich nie przemawia. Po czym 4-5 lat później nagle wracają i odkrywają to na nowo i okazuje się, że mamy podobne poczucie humoru. To jest ten okres buntu, co każde dziecko musi przejść.



Młodzieńczy bunt mam już dawno za sobą, chociaż w jakimś stopniu rzeczywiście dojrzewałem z Twoim programem w liceum i na studiach – tak jak i zapewne inne pokolenia widzów.

Widzisz Kuba Wojewódzki robi swój program od 20 lat we właściwie niezmiennej formule. Cały czas jest Kuba, który udaje młodszego niż jest, zaprasza gości, których czasami obraża, śmieje się z rubasznych dowcipów i ludzie bardzo często krytykują go za to. Ale co chwile przychodzi nowe społeczeństwo i ono odnajduje w nim coś. Więc to jest taka sinusoida, że raz na jakiś czas Wojewódzki jest jebany za to co robi, a raz na jakiś czas jest uwielbiany. Więc to wszystko jest taką falą. Twórcy starają się być za wszelką cenę na tej wznoszącej, co powoduje, że idą na dno, kiedy fala ich przykrywa. A trzeba po prostu robić to, co się lubi i w co się wierzy.

To chyba też jest tak, że internet jako żywy twór idzie w coraz bardziej hardkorową stronę – coraz bardziej trzeba przyciągać do siebie widza. Jesteś jedną z najbardziej charakterystycznych postaci na polskim YouTube, dlatego tym bardziej ciekawi mnie to, czy czujesz na sobie jakąś presję z takim właśnie wymyślaniem siebie? Czy to jest raczej na zasadzie, że po prostu robisz swoje, zdajesz się na gust widza i nie myślisz czy to się sprzeda czy nie?

Nigdy nie odczuwałem potrzeby, żeby na nowo się zweryfikować. Cały program i wszystko, co robię, jest odzwierciedleniem mnie w 100%. A jeżeli chcę robić coś innego, to sobie to po prostu robię, czy to wydaje płytę czy robię film czy serial. Jest kilka takich dużych rzeczy, które w przyszłości się wydarzą, a dzieją się w tej chwili.

W ramach kanału Z Dupy czy jako oddzielne rzeczy?

Jako oddzielne rzeczy. Ja robię rzeczy na poważnie, na śmiesznie czy rzeczy muzyczne, bo po prostu lubię się spełniać i tworzyć. Nie mam czegoś takiego, że powinienem wymazać wszystkie filmy, które mają więcej niż 6 lat, bo to już nie jestem ja. To jestem ja i się tego nie wstydzę absolutnie – oczywiście były żarty mniej żenujące i bardziej, ale to zawsze byłem ja i jest cała prawda w tym wszystkim związana ze mną. Dobrze się w tym czuję i nie potrzebuję zmieniać swojego wizerunku.

Nie sposób nie zapytać Cię czy nie można się tym wszystkim zmęczyć. Nie czujesz wypalenia zawodowego, jeśli chodzi o format Z Dupy? Bo domyślam się, że działalność muzyczna czy formaty na kanale to odskocznia od tego.

Nie chce mi się nigdy schodzić do tej piwnicy, bo wiem że będę tam stał 3 godziny. Nie mam tam nawet krzesła i wiem, że będą mnie plecy bolały, bo się schylam do laptopa, żeby patrzeć co mam dalej w scenariuszu.



No, a teraz jeszcze musisz tam dojechać.

Tak, to też. Ale bardzo lubię proces twórczy, po prostu siedzieć i pisać scenariusz. Czasami sam sobie zadaję taką presję, że wiem, że muszę skończyć ten scenariusz w jeden dzień. Wtedy siedzę i piszę te 15 stron w jeden dzień, od 8 do 16 załóżmy. Sam sobie nadaję taką presję.

Podobno rzeczy zajmują nam tyle czasu, ile sobie na nie damy.

Ponadto są rzeczy, które mnie demotywują. Jedna to jest kiedy wymyślam jakiś skecz i próbuję go logistycznie ogarnąć. Ja nie lubię takich zadań logistycznych, że muszę zadzwonić do jakiegoś gościa, załatwić coś, martwić się, czy nas gdzieś wpuszczą. To jest nerwówka, której nie lubię.

A drugą rzeczą, która jest oczywiście demotywująca i powoduje, że ci się nie chce, to kiedy YouTube upierdala zasięgi. Nie byłem w Na Czasie przez 2 lata, mimo że filmy robiły po 300k wyświetleń. Ja o tym często mówię, niektórzy mają to do wyrzygania i mówią, żebym przestał jęczeć, bo oni wszystko widzą. Ale też strasznie dużo osób mi pisze, że nic nie widzą. Nie liczę na zasięgi już tak oficjalnie. Rozmawiałem kiedyś z ludźmi od YouTube w Polsce i ewidentnie mi powiedzieli, że jest jakiś problem, ale nie mogli mi powiedzieć co. Plus powiedzieli wiele razy że wypuścili ten algorytm, ale oni go nie kontrolują, sami nie rozumieją, na czym dokładnie polega. Ten algorytm to sztuczna inteligencja, która się uczy i dostałem jasną informację, że uczy się na mnie (śmiech).

Trochę tak jakby ludzie stworzyli potwora i nie byli w stanie go opanować.

Tak, było mi wtedy bardzo miło. Ale wiesz, ja lubię po prostu sobie kręcić. Samo to, że wrzucam coś i sobie myślę, że tylko ja się śmieję z tego dowcipu, a okazuje się, że ludziom się to podoba, było zawsze motywujące. Na przykładzie Kurwtury – robiłem ją dosyć regularnie i ludzie uwielbiali Kurwture, a miała coraz gorsze wyświetlenia. To było paradoksalne, że dostawałem feedback, że super Kurwtura, a wyświetlenia w pizdę można było sobie wsadzić. Ludzie mi zarzucali czemu nie robisz Kurwtury tylko jakieś gówno w stylu "Prawdziwe...". A to proste, bo to się klika i lepiej zrobić rzeczy, które się klikają, żeby rozpromować kanał, a które też oczywiście lubię – bo to nie jest tak że robię to na siłę...

Tak, to o czym gadaliśmy wcześniej.

Także ja bardzo lubię Kurwturę robić i to, że mogę podrzucić komuś jakieś filmy. To jest tak jak siedzisz ze znajomymi i się wymieniacie poleceniami.

Tylko nikt Ci akurat nie przerwie – tak jak ja teraz.

I nikt nie czeka na swoją kolej, żeby dorzucić coś swojego. Ale chodzi mi o to, że w pewnym momencie musiałem przestać robić Kurwturę tak po prostu, bo to się nie opłacało. Bo już nie chodzi o mnie, tylko o współpracowników. Daję montażyście 2 dni pracy nad Kurwturą, chociaż powinien robić coś innego, bo to nie zrobi żadnych wyświetleń. I gdybym zrezygnował z pewnych rzeczy, to kanału już dawno by nie było, bo nikt by go nie oglądał. Więc to są kwestie biznesowe.

O kurde, czyli, robisz to dla hajsu, jak możesz!

No pewnie kurwa że dla hajsu robi się rzeczy. Nie spotkałem osób, które pracują nie dla hajsu. Znaczy może są jakieś takie... a to stażyści. Ale raczej się pracuje dla pieniędzy, a jeżeli przy tym możesz robić coś, co ci się mega podoba, to jest to opcja win-win.

A właśnie jak duża jest kwestia budżetu w Z Dupy? Bo wydaje mi się, że gdyby był on dużo większy, to mógłbyś wzbić się na dużo wyższy poziom, co widać po Twoim udziale w akcjach promocyjnych WOŚPu czy PolANDRocka, które zakładam, że mają duże budżety.

2 lata temu jakoś wystartowała polska wersja Saturday Night Live na Showmaxie. To był coś co ja zawsze lubiłem robić. Robiłem to w Majewskim i chciałem to w robić w Z Dupy. Czyli biorę celebrytów, aktorów, mamy budżet i mamy okazję nakręcić zajebiste sceny w scenerii ze znanego serialu czy zrobić jakąś dojebaną parodię reklamy w stylu „Ida”. To są rzeczy które ja lubię robić, ale one też kosztują po 30-40 tysięcy złotych na realizację. Ja strasznie chciałbym mieć dużo większe budżety, żeby móc robić tego typu rzeczy, ale ich nie mam. Miesięcznie na biuro i pracowników wydaję kilkanaście tysięcy złotych. Płace ludziom, którzy ze mną pracują, za biuro czy rekwizyty. Budżet powinien być z 5 razy większy.

Albo nie masz budżetu i robisz samym pomysłem. Albo masz dużo i nie musisz się ograniczać. Najgorzej to jest mieć tak średnio pieniędzy, jeżeli chodzi o realizację, bo wtedy ani nie wysilisz się, żeby coś oryginalnego wymyślić, żeby jakiś pomysł wszedł, tylko idziesz po jakichś miernych środkach, ale też nie masz wystarczająco kasy, żeby zrobić coś naprawdę dojebanego.

I tu pojawia się nadawanie w telewizji. Tam jest i kasa i wydaje mi się, że kwestia zasięgu jest dużo prostsza i bliższa pierwotnej idei YouTube'a – ile osób Cię lubi, to tyle Cię obejrzy.

Tylko że to są inni ludzie, to zupełnie inny widz. Ludzie młodzi odcięli się od telewizji dosyć mocno. Ludzie z małych miasteczek oglądają telewizję, ale też oni odchodzą od tego na rzecz VOD czy YouTube. Nie mają czasu na więcej rozrywki. Według statystyki głównym odbiorcą telewizji są kobiety 35-44 lata ze średnim wykształceniem i które siedzą w domach i ta telewizja sobie po prostu leci.

Czy nie dałoby się w takim razie tego widza nawrócić, zachęcić żeby z niej skorzystać, przez to że byłby taki twórca internetowy jak ty właśnie? Gra jest chyba warta świeczki.

Niby można, ale doświadczenie nam pokazało, że to tak nie działa. Masz te Tańce z Gwiazdami, ale one nie wykręciły jakichś spektakularnych wyników, bo był Gimper czy Littlemooonster96.

Tak, ale to było wsadzenie internetowych gwiazd do starego formatu telewizyjnego. A gdyby całkowicie pod telewizję zrobić internetowy program z zajebistym budżetem?

Teoretycznie można to zrobić. Siłą internetu zawsze było to, że robiłeś to po swojemu i to Ty jesteś reżyserem i producentem. W momencie kiedy robisz coś w telewizji, to masz cały sztab ludzi. Ja teraz pracuję przy jednej rzeczy dla tv i jest całe grono ludzi ze stacji czy w postaci wydawców i producentów, z których każda może ci się wpierdolić do twojego projektu. Każda z tych osób może powiedzieć w pewnym momencie, że „musimy nagrać jeszcze raz ten odcinek, bo jednak stwierdziliśmy, że ściana jest za niebieska” – to są tego typu rzeczy. Ja to przechodziłem przez 10 lat pracy w telewizji. W internecie mogę zrobić, co mi się podoba, mogę mieć wyjebane na to, co ktoś inny powie, bo ja realizuję w 100% siebie.

Jeżeli trafiasz do tv i masz pomysł, który spowoduje, że ty będziesz dalej sobą – super. Ale najczęściej jest tak, że jak już trafiają tam YouTuberzy, to oni są tylko występującymi, nie ma tej charyzmy, nie ma tego, za co pokochali ich ludzie na YT. Zostało to zabrane i zostali prowadzącymi programu, w którym ktoś wkłada im w usta rzeczy, których normalnie nie powiedziałby.

Czyli telewizja nie bardzo, a YouTube też nie jest idealnym miejscem. Widziałem że zacząłeś ostatnio romansować z Facebookiem.

To kwestia dywersyfikacji materiału. Facebook nie ma monetyzacji w Polsce, mimo że jestem w programie monetyzacyjnym, ale nie ma Ad Streama jeszcze. Ale i tak fajnie że trafiam do szerszego grona, chociaż to są wyświetlenia na wyrost. Facebook zlicza odtworzenia nawet jednosekundowe. Chcę zobaczyć, jak na innych platformach idą tego typu rzeczy. YouTube przez to, jak bardzo jest monopolistą, to zaczyna mieć w dupie twórców. Kiedyś oni dbali o to, żeby twórcy robili filmy, teraz się od nich odwracają, bo mają tyle tego, że mogą mieć wyjebane na poszczególnych twórców.

No i romansujesz też z tą telewizją. Zdradzisz coś więcej o projektach, które teraz realizujesz?

To akurat świeża sprawa. I to nie do końca też jest taka klasyczna telewizja jak myślisz. Ogólnie to nie znoszę hajpowania zanim coś zrobisz i mówienia "o kurwa taką rzecz robię, że się zesracie". Duża część twórców to robi, bo mają młodszych widzów, których trzeba uruchomić i napompować. Ja lubię coś zrobić i fajnie, jeśli to się spodoba i zaskoczy ludzi. Odczuwam wtedy dużo większą satysfakcję. To chyba wynika z mojego takiego zachowawczego stylu życia, że zawsze wychodziłem z założenia że wolę się miło zaskoczyć niż rozczarować.




Tak, dużo o tym mówiłeś w rozmowie z Karolem Paciorkiem, po której miałeś bardzo dużo pozytywnego feedbacku, mimo 4h materiału. Byłbyś w stanie uruchomić jakiś format bez wideo? Czy to jest dla Ciebie zawsze niezbędne narzędzie.

Nie miałbym z tym problemu, bo zaczynałem robiąc bloga, gdzie wklejałem różne zdjęcia i w jakiś sposób bawiłem się wizualną sztuką, ale nie robiłem nic z wideo, bo bałem się kompromitacji. Miałem też to przeświadczenie po byłej szefowej, która mnie przytłaczała, że nigdy się nie będę nadawał przez kamerę. Robiłem sobie tego bloga przez 4 czy 5 lat, ale czułem że to nie jest to, że mógłbym zrobić więcej. A wideo jest dla mnie taką formą docelową, którą zawsze chciałem robić i robię. Więc ja się nie zamykam na to, że mógłbym coś robić innego niż wideo i w inny sposób siebie wyrażać, ale nie bardzo wiem, jaki to byłby środek oprócz podcastu.

Dla mnie świetnie budujesz narrację, lubię jak o czymś opowiadasz. Chętnie bym posłuchał jakiegoś audiobooka czy podcastu w Twoim wykonaniu.

Jeżeli bym coś takiego robił, to jako poboczne działanie, ale ja lubię występować i samemu siebie reżyserować i to mi sprawia największą frajdę. Nie robiłbym czegoś tylko dlatego, że to jest popularne, tak jak wszyscy w pewnym momencie zaczęli robić podcasty. W ogóle co ciekawe od kiedy zaczęła się kwarantanna, to podcasty przestały być słuchane.

No nie dziwię się, mało kto chce siedzieć w domu, patrzeć w ścianę i słuchać.

No dokładnie. Z drugiej strony dużo osób pisało też, że to jest zmierzch influencerów, że to koniec świata jaki znają. To jest gówno prawda, bo widzę to po liczbie reklam i deali które robią influencerzy na Instagramie. Jest wręcz odwrotnie, bo każda firma chce się teraz zaprezentować. I pamiętajmy o jednej rzeczy – nawet gdy są złe, niepewne czasy, pandemie czy wojny, to jest rzecz, której ludzie potrzebują i jest to rozrywka. Rozrywka jest potrzebna tak, jak niektórym jest potrzebny kościół czy wiara żeby się do czegoś odnieść, tak też ludzie szukają ujścia w rozrywce. I nie ważne jaka ona jest – czy jest niskich lotów jak TikTokowa czy wysokich jak filmy Wesa Andersona. Rozrywka jest potrzebna ludziom do tego, żeby się oderwać od rzeczywistości i zapomnieć o swoich problemach. Więc takie coś zawsze było i będzie.

W takim razie twórz nam dalej rozrywkę i jakoś może przetrwamy te ciężkie czasy!

Już do lasu można wychodzić, więc spoko.

Dziękuję Ci za wywiad!

Dzięki!





avatar

Grzegorz Majchrzak

Moją pasją jest pisanie, dlatego studiuję filologię polską. Dzięki niej realizuję różne pasje: muzyczne, sportowe, książkowe oraz filmowe. Poprzez pisanie poznaję także świat w kulturalny sposób.