Krzysztof Gonciarz dla APYnews: Nigdy nie potrafiłem zdecydować się na jedno oblicze

Krzysztof Gonciarz dla APYnews: Nigdy nie potrafiłem zdecydować się na jedno oblicze

Krzysztof „Ferdydurke” Gonciarz, to człowiek bez formy, za to w formie w jakiej nie był dawno. Jego ostatnia przemiana spolaryzowała widzów, ale ostatecznie to Krzysztof wyszedł na niej najlepiej, odkrywając w sobie pokłady ekspresji i przy okazji znajdując nowe zastosowanie dla poduszki ciążowej.


Grzegorz Majchrzak: Kiedy mieliśmy odbyć tę rozmowę w grudniu, to miałem przygotowany taki wstęp, w którym nawiązywałem do Twojego filmu, w którym popełniasz PR-owe samobójstwo i twierdzisz, że uciekasz z kraju ze wszystkimi pieniędzmi za RiGCZ, bo nie chce ci się płacić podatków i za wydruk. Porównywałem wtedy ten performans do działalności Anatola Sterna, polskiego futurysty, który wychodził na ruchliwą ulicę w Warszawie, udawał, że wypala do siebie z pistoletu, padał "trupem", a gdy ludzie zbiegali się wokół niego, to jak gdyby nigdy nic wstawał i mówił im, że właśnie wydał tomik swojej poezji. Zrobiłeś wtedy coś podobnego – tylko w dzisiejszych warunkach.


Moje kreacje w internecie mają silną licencję poetycką. Mogę już wiele rzeczy powiedzieć i zrobić, ale jest core widzów, który potrafi mnie wyczuć pod tym względem. Swoją drogą teraz widzę, że ten film był dla mnie za bardzo przejrzysty i komediowy. A czy ludzie się na niego nabrali, to też do końca nie wiadomo, bo nigdy nie wiesz, czy oburzone reakcje są przedłużeniem żartu czy są autentyczne.

Jasne, a skoro rozmawiamy dzisiaj, to do mojego porównania można dodać jego kolejną część. Otóż Stern woził swoich nagich kolegów na taczce po Warszawie. Myślałem, że tej anegdoty nie będzie dane mi użyć, ale dzisiaj jej przytoczenie nie jest już takie bardzo nieuzasadnione w Twoim kontekście. Myślisz, że można by Cię nazwać takim futurystą-ekshibicjonistą polskiego YouTube'a?

Tych konkretnych słów bym nie użył, ale faktycznie to, co teraz robię, jest pójściem w stronę performansu, który nie rozgrywa się tylko na YouTube, ale jest taki "multimedialny". Taka zabawa w internet z udziałem ludzi jest jednak czymś nowocześniejszym niż robienie YouTube'a w sposobie, do jakiego ludzie są przyzwyczajeni. Jeśli byśmy nagle zobaczyli takie coś w wykonaniu kogoś bez żadnego followingu, to mogłoby to nosić znamiona performansu artystycznego już przez sam fakt, że nikt tego nie ogląda. Ja to zrobiłem na taką większą skalę i też do końca nie wiem, w którą stronę to pójdzie. To jest śmieszne, bo ja odlatuję sobie w różne zwariowane rzeczy i jest w tym dużo prawdy, ale jest w tym oczywiście też dużo gry i kreacji, opowiadania jakiejś fabuły. A wielu ludzi kompletnie nie potrafi wyczuć, gdzie jest granica między jednym a drugim. Bardzo łatwo jest ludziom wmawiać pewne rzeczy, jak się używa takiego głosu, który w pewnym momencie przestaje być Twoim głosem, tylko zaczynasz być taką postacią, którą kreujesz. Wtedy ludzie w internecie bardzo w tę postać wierzą i to jest dość niesamowite terytorium.

Może nawet trochę ryzykowne?

Myślę że to jest narzędzie, którego można używać na wiele bardzo złych sposobów. To co ja teraz robię to są po prostu wygłupy.

A z czego u Ciebie wynika ten ekshibicjonizm twórczy? Nie mówię tu o filmach na wiadomym portalu, chodzi mi raczej o emanowanie emocjami przed kamerą – nawet tymi najsilniejszymi. Nikt wcześniej ani nikt teraz chyba nie ma tak intymnego stosunku z kamerą i widzami – a przynajmniej nie na tym poziomie rozpoznawalności.

Ciekawe, że to mówisz, bo ja tak w sumie sam siebie nie odbieram. Mi się cały czas wydaje, że to czym ja się dzielę, to jest wycinek całości. Może faktycznie więcej jest u mnie takiej rozkminy i psychoterapii na oczach ludzi niż gdzie indziej, szczególnie w tym okresie – zgoda. Ostatnio znalazłem w sobie takie pokłady ekspresji, jakiej w sobie nie miałem i zacząłem troszkę lepiej się wyrażać na zasadzie tego, co ja robię i kim ja jestem. Z całym szacunkiem wobec słowa „sztuka”, myślę że to jest coraz bliżej ekspresji artystycznej. Bo jak myślisz sobie o języku różnych dziedzin sztuki, to one często polegają na tym, że ktoś siebie wyraża. Sztuka jest językiem artysty. Jak słuchasz sobie jakiejś płyty, np. z rapem, to nie winisz rapera za to, że rapuje o sobie. To jest normalna poetyka tego. Nie zmierzam do gloryfikacji siebie samego, tylko próbuję to umieścić na jakiejś mapie tworów kultury, które ktoś robi w dzisiejszych czasach. Wydaje mi się, że wyszedłem z takiego pudełka „YouTuber postdziennikarz, dokumentujący rzeczywistość” i wszedłem na rejony bliższe muzyce bez muzyki – tylko w sensie lirycznym. W ogóle określenie, że to zaczęło być „liryczne” pasuje tutaj.

Ja mam taką teorię, że Twój ekshibicjonizm podyktowany jest również tym, że kamera jest dla Ciebie jakimś lekarstwem na samotność – zwłaszcza teraz.

Na pewno kamera daje mi poczucie towarzystwa. Jak jesteś jedynakiem i jesteś w domu, to spędzasz cały czas sam w pokoju i siedzisz przed kompem – przynajmniej tak wyglądała duża część mojego dzieciństwa. Do dzisiaj mam tę potrzebę bycia samemu. Myślę że pandemiczny okres mi o tym przypomniał, bo przez ostatnie lata miałem tego dość mało. Głównie byłem wokół ludzi, dałem się porwać wirowi intensywnego, modnego stylu życia i tak mi się wydaje, że trochę zapomniałem o pewnych cechach swojej własnej osobowości i teraz sobie o tym przypomniałem. A jaką rolę w tym pełni kamera? Na pewno dialog i mówienie do niej jest ciekawe. Mówisz, że mało ludzi ma tak intymne podejście do tego i prawdopodobnie faktycznie tak jest, mało ludzi może mieć taką relację z tym wszystkim jak ja.

No właśnie i myślałem też ostatnio o działaniu kamery – nie tylko w Twoim przypadku, ale i ogólnie. Kamera raczej stymuluje myślenie – bez wkładu własnego człowieka nie zadziała – w przeciwieństwie do telefonu, który go pochłania i niewiele od niego wymaga. Może wszystkim dobrze by zrobiło trochę się ponagrywać jako forma jakiejś refleksji czy też wyrazu, zamiast np. stale siedzieć myślami w telefonie i myśleć tymi schematami?

Może tak, chociaż wyrwane z kontekstu to brzmi źle. Bo możemy ludziom kojarzyć się z czymś takim, że zamiast przeżywać rzeczy, to będziemy je nagrywać, ale w tym co mówisz, jest dużo prawdy. Zawsze w stosunku do moich vlogów używałem porównania z lustrem w siłowni – możesz się przejrzeć w lustrze, żeby poprawnie wykonać ćwiczenie. Duża obecność dokumentacji swojego życia powoduje, że masz więcej refleksji na temat tego, jak to życie wygląda. Nie uciekniesz przed tym, jak spędzasz czas, ponieważ to widzisz. Z drugiej strony moje przemyślenia są mało uniwersalne, bo każdy jest inny. Dla mnie to zawsze było ważne i bardzo pomogło mi to w ulepszeniu swojego życia dla samego siebie i w osiągnięciu jakichś celów.

Przez tę moją szczególną relację z kamerą mam tak, że w różnych okresach potrafię ciągnąć twórczość w różne kierunki. Jeśli postanawiam, że chcę podróżować po świecie, kręcić ładne rzeczy i żeby to było takie podróżniczo inspirujące, to nawet nieźle mi to wychodzi w tym okresie. Potrafię to zrobić w takim stopniu, że ludziom się to podoba i ja się w tym realizuję. Ale jednocześnie to nie jest ten jeden jedyny prawdziwy ja. Bo z drugiej strony mamy coś takiego jak przez ostatni miesiąc, gdzie siedzę w domu, wyglądam jak najgorzej potrafię, nie za bardzo się widuję z kimkolwiek i tylko sobie montuję kolorowe światełka i nag
rywam żarty. To też jestem ten prawdziwy ja, tylko to są te same narzędzia, ale użyte w inny sposób. Nigdy nie potrafiłem zdecydować się na jedno oblicze. Zawsze wydawało mi się bardzo ograniczające być osobą od jednej rzeczy. Wydaje mi się że sporo influencerów tak ma, że w pewnym momencie mają swoją jedną kategorię, w której stają się liderem albo są utożsamiani z jedną rzeczą i potem się tego już trzymają. Ja nigdy się nie zdecydowałem, czy chcę być śmieszkiem, czy poważnym podróżnikiem i przedsiębiorcą z ciekawymi przemyśleniami.

Myślisz, że twórcy na YouTube za mało eksperymentują?

Nie powiedziałbym, że inni za mało eksperymentują, bo to jest chyba kwestia tego, jakie kto ma w życiu potrzeby. Jeśli ktoś czuje się zamknięty w klatce, którą sam sobie zbudował, to ewidentnie potrzebuje zrobić coś innego. Ostatnio rozmawiałem z Naruciakiem, że on od dawna nagrywa sobie reakcje na rzeczy i jeśli jemu to sprawia satysfakcję, to niech to robi.

Ty się za to stale zmieniasz. Ktoś w komentarzach napisał pół żartem-pół serio, że Twój pandemiczny vlog to doskonałe studium popadania w szaleństwo. Zgadzasz się z tym?

Myślę, że to jest to, co mówiłem wcześniej – nieumiejętność odróżnienia humoru od czegoś, co jest na serio. To pokazuje, jakie to są potężne narzędzia rycia ludziom bani. Cały czas mam wrażenie, że to jest wszystko bezpieczne. Ograniczam się w takim sensie, że nie chcę, żeby to było jakieś creepy. Nie idę na całość w żadnym wymiarze absolutnie, a ludzie to odbierają, jakby tam nie wiadomo co się działo. Zresztą ostatnio miałem okazję udzielić kilku wywiadów i wszyscy tam mówią, jakbym nie wiadomo co odpierdalał, ale tak naprawdę, to co ja tam robię? Mam brzydką fryzurę, jestem nieogolony, chodzę sobie w jakimś podkoszulku ze śmieszną poduszką, robię jakieś żarty i nagrywam inne filmy niż wcześniej, bo oglądam memy z samym sobą. No i to jest naprawdę jakieś studium popadania w szaleństwo? (śmiech)

Mam wrażenie, że właśnie nienormalne jest to, że mało kto tak robi. Nie chodzi mi o to, żeby teraz każdy chodził w zimę z poduszką ciążową zamiast szalika, ale ludzie chyba coraz rzadziej zachowują się „abstrakcyjnie” – jak już, to czekają aż ktoś to zrobi.

Ludzie stają się więźniami swoich kreacji publicznych. To, co mnie cieszy, to że mnie się trochę udało przebić ten balonik poprawnego Gonciarza. Mój wizerunek na kanale vlogowym był taki bardzo czyściutki, cały czas bylem spięty. Brakowało takiego luzu i spontaniczności, które miałem w swojej komediowej działalności. Myślę, że to połączenie dobrze mi zrobiło. To też nie jest tak, że już zawsze tak będzie, że od teraz będę żył w piwnicy. Niedługo życie wróci mniej więcej do normy, ale mam nadzieję, że wyciągnę sobie z tego jakieś wnioski, które zostaną ze mną na dłużej, bo chyba dobrze się czuję w tym wszystkim teraz.

Wymyśliłeś siebie na nowo, tak jak Quebo. Myślisz, że to jest dzisiaj jakiś przepis na sukces? Dodam tylko, że nie zarzucam Ci, że zrobiłeś to pod publiczkę, bo zdaję sobie sprawę, że wynikało to z głębszych pobudek.

Ta akcja Quebo bardzo mi się podobała i to co ja robię to nie jest żaden świadomy cytat z tego, ale pomysły, które mam w głowie od lata zeszłego roku są z tej samej kategorii, co cały ten performans Kuby. Na przykład zaraz po teledysku do kawałka „Jesień” w Warszawie pojawił się mural z postem Quebo na Instagramie. Dosłownie coś takiego chcieliśmy zrobić przed GonKonem, jako akcja promocyjna (śmiech). Kojarzysz taką postać jak Virgil Abloh?

Nie kojarzę.

To jest taki projektant, który projektował wszystko od butelek do szampana po Nike Off-White'y i wystawy w galeriach sztuki. Chyba aktualnie najbardziej znany i hajpowany designer na świecie. Myślę, że to co zrobił Quebo i elementy tego, co ja robię przez ostatni rok, są bardzo nim zainspirowane. Chodzi o taką dekonstrukcję wielu rzeczy.






Wyświetl ten post na Instagramie.


Sianko ( ͡° ͜ʖ ͡°)


Post udostępniony przez Krzysztof Gonciarz (@kgonciarz)






Można powiedzieć, że Ty swoją postać w ostatnim czasie nawet bardzo „zdekonstruowałeś”. Jaką wartość ma dla Ciebie widz, który nie lubi – lub wręcz szkaluje Twój aktualny content? To przecież chyba świadczy o tym, że nie zrozumiał niczego, o czym mówisz i co reprezentujesz.

Wiadomo że najfajniej jest mieć widzów, którzy kumają sedno tego, co robisz. Myślę, że jak na to jak szeroki jest rozstrzał tych rzeczy, które próbuję robić to i tak jest całkiem nieźle, jeśli chodzi o ten core widzów, którzy mnie kumają jako osobę. Zdaję sobie sprawę, że to wymaga dużej otwartości. Pomiędzy Zapytaj Beczkę, a vlogami i podróżami czy rzeczami w stylu GonKonu jest duży dysonans, a mimo tego jest te kilkanaście/dziesiąt tysięcy ludzi, którzy korzystają ze wszystkiego, co robię. Więc nie narzekam. Są też oczywiście ludzie, którzy mają pewne preferencje i nie wszystko im wchodzi, co rozumiem. Ja też popełniam błędy...

Jakie?

Pytanie, co jest celem? Ekspresja czy wydajność kanału? Bo pod tym drugim względem popełniam błędy. Vlog stał się takim mixem z Zapytaj Beczkę i to często na moim kanale niezbyt się klika. Oczywiście są ludzie, którym się to podoba, ale zanim zrobiłem taki eksperyment, to byłem przekonany, że to jest taki najsilniejszy dzwon, w jaki jestem w stanie uderzyć i to na pewno będzie się ludziom podobać i będzie większa oglądalność takich odcinków. A okazało się, że nie bardzo. Ludzie oglądają to na poziomie średniego odcinka pandemicznych vlogów. Zapytaj Beczkę w moim odczuciu w tytule publikacji daje oglądalność początkowo na minus niż na plus na kanale vlogowym. Dla mnie to jest mega nieoczywiste, że tak jest, ale przyjmuję taki stan rzeczy. Muszę wyciągnąć z tego naukę i zareagować na to. Też nie chodzi o to, żeby walczyć z ludźmi, wpychając im na siłę coś, czego nie chcą oglądać. Ja oczywiście przy tym całym swoim gadaniu, że wyrażam siebie nie zamierzam też ludzi tłamsić i zamieniać swojej działalności w focha, robić coś ludziom na siłę. Nie chcę żeby to miało taki wydźwięk, nie o to mi chodzi. Jednak na tyle dużo ludzi pozytywnie reaguje na te przemiany ostatnimi czasy, że to sobie frunie.

A jak długo jeszcze sobie to tak będzie frunąć?

Ten wiatr trendu pandemicznego powoli się kończy. Poleciało to sobie tak z miesiąc i trzeba powoli tak myśleć co dalej. A nie cisnąc taniec z poduszką przez kolejny miesiąc.

Co za dużo to też nie zdrowo.

Tak, ludzie którzy nie lubią takich rzeczy będą mogli niedługo sprawdzić, co tam nowego u mnie.

Nawiązując do poważniejszej działalności, to niektórzy twórcy zaczynają odczuwać, że publikacja wymuskanej produkcji na YouTube w pewien sposób jej umniejsza lub się nie opłaca. Ty tak miałeś np. z filmem z wystawy z Tokio24. Myślisz, że to jest duży problem tej platformy i będzie to miało swoje duże skutki?

Myślę, że tak, bo YouTube jest jednak taką papką. To jest kwestia tego, jak YouTube działa jako platforma. To nie jest kwestia tego, że ludzie mają jakoś gust popierdolony. To jest kwestia tego, jak te mechanizmy działają. To nie jest przystosowane do tego typu treści. Jak mówimy o moim romansowaniu ze sztuką, to Tokio24 byłoby bez sensu na YT i nie zamierzam tego tam publikować. Ale też wiesz, jakie rzeczy o artystycznym wydźwięku na YT się klikają? Kropki? Reżyser Życia ma taki ton poetycki, patetyczny, ale ja nie lubię takich rzeczy, bo to są takie szantaże emocjonalne. O moich rzeczach też tak ludzie mówią, ale ok, ciężko mi z tym prowadzić dialog.

Istnieje pewien zestaw narzędzi którymi możesz zwiększać oglądalność na YouTube. Jeśli nie użyjesz tych narzędzi, to oglądalność nagle spada ci o połowię. Więc robienie rzeczy, które są bardziej ambitne nie ma większego sensu. To jest tak, że gorszy pieniądz wypiera lepszy i to jest ograniczające, ale to jest też na tej samej zasadzie, jak Instagram wpływający na fotografię. Wszyscy robią zdjęcia pionowe, bo takie lepiej się klikają. Czy fotografia jako medium na tym cierpi? Oczywiście że tak, bo to jest idiotyczne, że platforma przez sam fakt, jak wygląda na ekranie smartfona dyktuje warunki czy zdjęcie jest dobre czy złe, bo to nie ma nic wspólnego z tym zdjęciem. Myślę, że YT ma wiele takich rzeczy w swojej architekturze i logice działania, które są dla filmu ograniczające, ale nic z tym nie zrobisz jako twórca.


Trochę szkoda, ale chyba musimy się z tym pogodzić?

Algorytmy YT tak działają, żeby ludzie spędzali tam jak najwięcej czasu. Każdy sobie chętnie przyzna, że nie ma wielu ambitnych treści, bo „ja to bym totalnie oglądał!”, a potem siadasz do YT i klikasz pierwsza lepszą rzecz, która zwróciła twoją uwagę. Jak ja sobie myślę o swojej historii oglądania i takim behawioralnym podejściu do tego, co ja robię na tej platformie, to to nie jest nic ambitnego ani coś, czym chciałbym chwalić się przed światem.

Wiem, że pewnie teraz o tym nie myślisz, ale temat został zapomniany, a nagrałeś film "Jestem w ciąży", żeby nie poddawać się w pracy nad tą książką – i nie chodzi tu o RiGCZ, z tego co wywnioskowałem. Co się dzieje z tym Twoim dzieckiem?

Nie wiem czy to kiedykolwiek powstanie. Wymyśliłem taki produkt-książkę, która myślę że mogłaby się fajnie sprzedać, ale chyba nie mam funu w tworzeniu i pisaniu jej. Nie mogłem się za to zabrać, wiec po co się zmuszać?

Na koniec przyjmijmy, że jesteś już takim starym dziadem z tatuażami. Okres pandemicznej twórczości będzie dla Ciebie bardziej jak tribal nad tyłkiem czy dumnymi literkami na palcach rąk (knuckle), które z dumą komuś pokazujesz?

Myślę, że to drugie. Jestem zadowolony z tego, że w tym okresie zrobiłem coś, co poprawiło ludziom humor. Dla wielu ludzi to była miła odskocznia. Ludzie widząc to, co zrobiłem i widząc publikacje na ten temat, łapią takiego agresora, że ja jestem jakiś taki butny, pewny siebie i uważam się za nie wiadomo kogo. A ta seria polegała właśnie na upodleniu siebie i zejściu na ziemię! Nie chciałem moralizować w czasach kryzysu czy pokazywać super fajnych rzeczy. Byłem po to, żeby zrobić coś głupiego i przeżyć ten dziwny czas w jakiś zabawny sposób – choćby robiąc durne obrazki. Przez cały miesiąc nie gadałem nic o wirusie, poza kilkoma ujęciami pustego Tokio, bo to wydawało mi się ciekawe, ale świadomie od tego uciekałem, bo myślę, że ludzie mają dość tego tematu. Chciałem za to stworzyć miejsce, które będzie odskocznią od tego. Dodatkowo ten postapokaliptyczny klimat, który wjechał, był fajną estetyką, z której powoli trzeba będzie wychodzić. I w Japonii i w Polsce ten okres się już kończy, więc wcześniej czy później trzeba się ogolić i iść do fryzjera, ale myślę, że to będzie fajna pamiątka.

Czy słyszałem w Twoim głosie nutkę rozżalenia tym faktem?

Myślałem sobie w pewnym momencie, że tak dobrze się bawię, że trochę będzie szkoda, jak to się będzie kończyć, ale jestem już troszkę na to gotowy. Jakby jutro mi powiedziano, że są otwarte granice, nie ma wirusa, mogę lecieć do Polski, wrócić do pracy i napierdalać polskie i japońskie Tofu Media, a do tego robić content, to by to było może trochę zbyt nagłe. Ale jeśli mówimy o perspektywie kilku tygodni przejścia od tego co jest teraz do powrotu do normalności, to dla mnie to jest ok. Ja to przyjmuję z pokojem i poczuciem, że to co zrobiłem przez ostatni miesiąc fajnie uchwyciło ducha czasu.

Zdecydowanie! Dziękuję Ci za rozmowę.

Dzięki!

avatar

Grzegorz Majchrzak

Moją pasją jest pisanie, dlatego studiuję filologię polską. Dzięki niej realizuję różne pasje: muzyczne, sportowe, książkowe oraz filmowe. Poprzez pisanie poznaję także świat w kulturalny sposób.